Podsumowanie czytelnicze roku 2015 - o książce "Rinke za kratami"

Z wizytą w Krzywańcu, po premierze książki
Z wizytą w Krzywańcu, po premierze książki Wydawnictwo Zwierciadło / materiały prasowe
Co najmniej kilkanaście tysięcy osób książkę kupiło i przeczytało, a od 900 tysięcy do ponad miliona oglądało każdy z odcinków programu "Rinke za kratami". W jakim stopniu książka poszerzyła świat programu?

Recenzja portalu onet.pl
Książka "Rinke za kratami" powstała w czasie pracy nad serialem dla telewizji Polsat o tym samym tytule. Jej lektura z pewnością wywoła zdumienie u zwykłych, nieznających realiów polskich więzień, osób. Po pierwsze zaskakuje sposób, w jaki Rooyens próbuje dotrzeć do bohaterów. Dokładnie opisuje powolne budowanie zaufania, oparte na całkowitej szczerości. Reżyser odsłania się, zwierza ze słabości i stara, by inni zobaczyli w nim przede wszystkim człowieka, a nie celebrytę. Nikogo nie ocenia i podchodzi do każdego z sympatią. Bierze udział w ślubie pary zakochanych więźniów, innemu osadzonemu pomaga w zbliżeniu się do córki. Wysłuchuje kobiety, która zwierza mu się i opowiada o związku z koleżanką z celi.
Do głosu zostają dopuszczeni pracownicy i skazani. Przestępcy skarżą się na postępowanie strażników, którzy zachowują się tak samo wobec morderców i drobnych złodziei. Psycholog pomaga Rinke Rooyensowi zrozumieć psychikę oraz motywy mieszkańców Zakładu Karnego.
"Rinke za kratami" to niezwykła książka, poruszająca ważny problem. Autor staje się przewodnikiem po świecie za bramą więzienia i łamie stereotypy panujące na jego temat. A przede wszystkim — sprawia, że przestajemy widzieć przestępców, a zaczynamy widzieć… ludzi.

"Po drugiej stronie krat" - ksiazki.onet.pl

Michalina Gurda
Po przeczytaniu książki „Rinke za kratami” nie mogłam przejść obojętnie i nie napisać do Państwa, jak ważna jest to pozycja na liście książek obowiązkowych. Jak bardzo cieszę się, że pojawiła się wraz z programem. Jako studentka resocjalizacji nie miałam możliwości czytania niczego podobnie dobrego. Chciałabym, żeby społeczeństwo w końcu zrozumiało, że za tym ogromnym murem też żyją ludzie. Ludzie, którzy się pogubili, którzy wyrastali w środowisku niewłaściwych wzorców, których przerosło życie wg narzucanych nam standardów. I wreszcie ludzie pełni trosk, problemów, nałogów, z którymi sami nie są w stanie sobie poradzić... Są to osoby pełne uczuć, emocji... Wiem, że części z Nich nie udaje się wyjść na prostą i bardzo często wracają do Zakładu Karnego, ale nie wynika to z ich złej woli i braku chęci, tylko jest to spowodowane przez system... Takie osoby nie mogą znaleźć pracy, wracają w to samo środowisko, nie ma osób, które im pokażą właściwą drogę, pomogą w procesie resocjalizacji i terapii. Nasze społeczeństwo jest nietolerancyjne, nastawione negatywnie do skazanych. Są wyrzucani poza margines i traktowani bez szacunku... Uprzedzenia, stereotypy i niewiedza wyznaczają postępowanie większości. Ja osobiście idąc na studia miałam ogromne poczucie misji. Chciałam pomagać skazanym, dawać im przysłowiową drugą szansę... Wierzyć w Nich i ich resocjalizację... bo tylko wtedy ten proces ma sens. Bardzo żałuję, że nie dane mi miło trafić na praktyki do takiego Zakładu Karnego jak ten w Krzywańcu. Jest to bez wątpienia miejsce wyjątkowe. Mam nadzieję, że czytelnicy książki i widzowie programu „Rinke za kratami” od tego momentu będą inaczej spoglądać na osadzonych... Może uda im się zobaczyć człowieka a nie jego przestępstwa,tatuaże i własne uprzedzenia... Pozdrawiam i gratuluję! Zrobiliście coś ważnego!

Sławomir Domański/ oficjalna recenzja portalu lubimyczytac.pl
Rinke za kratami wygląda tak, jakby się zastanawiał, jak wyglądałoby jego życie, gdyby nie przyjechał do Polski. Co prawda holenderskie więzienia nie oferują wielu atrakcji, z którymi Rinke zetknął się w Krzywańcu, ale pewnie w Holandii nie byłoby tak łatwo trafić do więzienia … z ekipą telewizyjną. Dzięki temu eksperymentowi telewizyjnemu my także możemy zobaczyć jak mogłoby wyglądać nasze życie, gdyby od dziecka nie tłuczono by nam do głów banalnych prawd, że „ojczyznę kochać trzeba i szanować” i nie kraść, i nie bić, i nie pić, i nie ćpać.
Rinke dociera do tych ludzi. Program pozwolił więźniom na zrealizowanie kilku marzeń, ale także pozwolił zrozumieć, że istnieje jakaś przyszłość, że możliwa jest zmiana. Rinkemu się udało i po to wszedł za bramy więzienia w Krzywańcu, żeby powiedzieć ludziom, że oni też mogą odnieść sukces. Że z 1200 (przy dobrych wiatrach) złotych na rękę także mogą być szczęśliwi. Że po wyjściu nie będą szukać łatwego szmalu, handlując trawą czy kradnąc. Że nie muszą gonić za wódą i dragami, żeby zresetować jutro, bo „jutro” jest bez sensu. Rinkemu się udało i teraz chce to oddać ludziom. Ładnie to wygląda – w programie i książce też.
„Rinke za kratami” jest książką pozytywną i to jest jej podstawowa wartość. Wizyta holenderskiego producenta telewizyjnego niewątpliwie dała wiele ludziom odsiadującym wyroki w tym więzieniu. Pewnie daje dużo widzom zarówno pod względem profilaktyki, jak i świadomości jak wygląda życie „za kratami”. Mnie po głowie chodzi jednak pytanie, czy ci ludzie naprawdę mają za czym tęsknić? Jaka jest ich prawdziwa motywacja do zmiany? Jak będzie wyglądać ich życie na wolności?

Recenzja książki - lubimyczytac.pl

Jolanta Ulanowicz / portal IRKA
Niezwykle emocjonalny i poruszający, a wręcz przenikający do szpiku kości tekst. Książka ta nie należy do tych, które się przeczyta i odłoży na półkę w zapomnienie. O dokumencie tym będziecie myśleć, a może i rozmawiać w szerszym gronie. Na pewno jest to książka obok której nie można przejść obojętnie. Zatem szczególnie mocno polecam ją tym, którzy oczekują od książek „czegoś więcej” i nie boją się podjąć tzw. „trudnej tematyki”. Na pewno dokument ten sprosta wymaganiom.
Dokument Rinke Rooyensa moim zdaniem jest niezwykle potrzebny Polakom. Przede wszystkim składnia do refleksji nad kategoriami dobra i zła. Ukazuje jak łatwo i szybko można znaleźć się „po drugiej stronie”. Czasem wystarczy jeden błąd, ułamek sekundy, chwila głupoty. Jednak taka chwila może całkowicie odmienić, a wręcz zniszczyć życie nasze i naszych najbliższych. Książka ta zaspokaja również naszą zwykłą, ludzką ciekawości: jak jest w więzieniu? Często dostajemy przekazy, że więzienne życie wcale nie jest takie złe: wyżywienie, spokój… Ale czy naprawdę tak jest? Bez wątpienia „Rinke za kratami” walczy z tym stereotypem. Jednak autor nie narzuca własnego zdania, nie ocenia, bowiem to pole pozostawia czytelnikom. Ta przestrzeń do wykreowania własnego stanowiska jest niezwykle ważna i bardzo cenna.

Recenzja książki - irka.com.pl
Trwa ładowanie komentarzy...