O autorze
„Rinke za kratami” to książka oraz serial dokumentalny, w których Rinke Rooyens odkrywa życie codzienne w Zakładzie Karnym w Krzywańcu, niedaleko Zielonej Góry. Producent i reżyser największych telewizyjnych hitów rozrywkowych („Taniec z gwiazdami”, „Voice of Poland”, „Świat się kręci”, „Jak oni śpiewają”, „Kocham Cię, Polsko!”, „Top Model”) przez miesiąc śledził z kamerą pracę funkcjonariuszy oraz towarzyszył osadzonym, którzy podzielili się z nim swoimi historiami, rozterkami, emocjami. To debiut Rinke Rooyensa w projekcie o tematyce społecznej, a także pierwszy program, w którym wcielił się w rolę prowadzącego. Premiera książki oraz serialu dokumentalnego odbędzie się już 9 września.

"Rinke za kratami" Dzień 14

"Rinke za kratami" mat. promocyjne Rochstar
– Nazywam się Rinke Rooyens. Szesnaście lat temu po raz pierwszy przyjechałem do Polski. Pokochałem ten kraj i postanowiłem tu zamieszkać. Przez ten czas Polska bardzo się zmieniła. A ja cieszę się, że mogłem być świadkiem tych przemian. Jestem producentem telewizyjnym. Do tej pory robiłem programy rozrywkowe. Ale teraz wpadłem na pomysł, żeby zrobić dokument o polskim więzieniu. Chciałbym przyjrzeć się temu, jak wygląda życie za więziennym murem. Dowiedzieć się, jak zmienił się kryminał w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Poprosiłem was o zgodę na uczestniczenie w terapii, bo jestem ciekaw, jak wyglądają tego typu zajęcia. Sam wiele w życiu doświadczyłem. Byłem uzależniony od alkoholu i od narkotyków. Sam mam za sobą terapię. Potrafię więc wyobrazić sobie, przez co przechodzicie. Dziękuję, że zgodziliście się, żebym choć na jednych zajęciach stał się członkiem waszej grupy.



Siedzieliśmy w niewielkiej sali. Dwóch terapeutów spoza więzienia, ośmiu skazanych mężczyzn i ja. Po moim przemówieniu każdy z nich także się przedstawił. Terapeuta poprosił, żeby wszyscy po kolei powiedzieli, jak się czują, z jakimi emocjami przyszli na spotkanie. To nie były ich pierwsze zajęcia. Terapia tej grupy trwała już blisko dwa miesiące. A ja byłem pod wrażeniem tego, jak ci młodzi faceci chcą pracować.

– Dzisiaj będziemy rozmawiać właśnie o emocjach. Chciałbym opowiedzieć wam o mechanizmie regulowania emocji. O tym, jak sobie radzić z tymi trudniejszymi momentami. Ale najpierw proszę, żebyście opowiedzieli, jakie emocje rozpoznawaliście w sobie, kiedy braliście narkotyki, a jak z tym jest teraz, kiedy od kilku lat czy miesięcy jesteście czyści.

– Kiedy brałem narkotyki, to czułem euforię. Wydawało mi się, że ze wszystkim sobie poradzę, wszystkiemu podołam. Tylko że to był krótki moment. Później przychodził następny dzień, a ja czułem się jeszcze słabszy niż wtedy, kiedy sięgałem po kokainę czy marihuanę. Nie mogłem sobie dać z tym rady.

27-letni Sebastian był przystojnym chłopakiem. Początkowo robił wrażenie wesołego i beztroskiego, ale teraz, kiedy zaczął opowiadać o sobie, wydawał się przybity.
– Czy możesz opowiedzieć, jakie dokładnie były te emocje przed i po? – zapytał prowadzący.
– Czułem się nic niewarty, zagubiony, odtrącony. Narkotyki pozwalały mi zmienić ten stan. Zagłuszały te emocje.
– Pamiętasz moment, kiedy zrozumiałeś, że narkotyki wyrządzają ci krzywdę?
– Tak. Początkowo uważałem, że to tylko zabawa. A później potrzebowałem ich coraz więcej, żeby dobrze się czuć. Już nie potrafiłem się bez nich obejść. Najgorsze jednak zaczęło się wtedy, gdy zauważyłem, że przez narkotyki stałem się nieczuły, wypruty z emocji. Mojemu najlepszemu kumplowi umarł ojciec, a ja nie potrafiłem nawet go pocieszyć. Myślałem tylko o sobie i o tym, żeby znowu wziąć. To było dla mnie najważniejsze.

Koło Sebastiana siedział Bernard. Wyglądał jak małolat. Zastanawiałem się, ile może mieć lat. Kiedy zaczął mówić, zwróciłem uwagę na jego akcent. Okazało się, że jest ze Śląska.

– Na wolności paliłem tylko trawę. Tak się mówi, „tylko”, ale wydawało mi się, że to nie jest aż taki niebezpieczny narkotyk. Nigdy nie wciągałem kokainy czy heroiny. Bałem się. Wiedziałem, że z tymi narkotykami nie ma żartów. Dlatego zostałem przy zielsku. I początkowo to był rozweselacz. Paliłem na imprezach, częstowałem kumpli. A później nie wyobrażałem już sobie dnia bez trawy. I tak właśnie mnie to zgubiło i doprowadziło przed bramę więzienia – opowiadał.

"Rinke za kratami", Wydawnictwo Zwierciadło, 2015
Trwa ładowanie komentarzy...