Skazani o Rinke Rooyensie

"Rinke za kratami" mat. promocyjne Rochstar
Marcin
oddział zamknięty dla mężczyzn



Nasza pierwsza rozmowa nie należała do zbyt udanych. Tego dnia byłem zły. Mój kolega Irek właśnie dowiedział się, że będzie mógł wyjść na warunkowe. Wiedziałem, że zostanę sam i to mnie przygnębiało. Nienawidziłem kryminału, bałem się, że w końcu nie wytrzymam tu i skończę ze sobą. Rinke zaczął mi wtedy tłumaczyć, że powinienem przestać walczyć z funkcjonariuszami. „A co on może wiedzieć o życiu w kryminale? Przyjeżdża sobie z Warszawy, nie ma żadnych kłopotów i jeszcze będzie mnie pouczał” – myślałem sobie. Wiem, że byłem za bardzo agresywny, krzyczałem do niego. Żałowałem tego później, bo chłopcy w celi powiedzieli mi, że przesadziłem. Byłem pewien, że już mnie nigdy nie odwiedzi. Ale jak przyszedł i sam mnie przeprosił, że się uniósł, to byłem w szoku. Taki facet mnie przeprasza? „O co chodzi?”, zastanawiałem się. Kiedy z nim porozmawiałem drugi raz, już spokojnie, to wiele zrozumiałem. Wycofałem wszystkie skargi. Aż moja pani psycholog była w szoku. Wcześniej potrafiłem napisać kilka pism dziennie, ale Rinke wytłumaczył mi, że to droga donikąd. Polubiłem go. Mogłem z nim o wszystkim porozmawiać. Kiedyś nawet wzruszyłem się trochę, bo on dowiedział się, że miałem próbę samobójczą, i bardzo się przejął. Opowiedział mi o swojej mamie i o tym, jak przeżył jej śmierć. Pomógł mi bardziej niż najlepszy psycholog, bo porozmawiał ze mną tak, jakbyśmy byli kumplami. Otworzyłem się przed nim, ponieważ czułem, że on jest wobec mnie szczery i sam potrafił opowiedzieć o swoich przeżyciach. To nie było tak, że tylko ja miałem mówić, a on sobie nagrywał program. Zresztą ja zupełnie zapomniałem o tym, że jest kamera, bo dla mnie ważne było to, co on mówi. Podczas jednej z rozmów usłyszałem, że skoro tak świetnie znam się na prawie, to może powinienem zrobić maturę i iść na takie studia. To mnie podbudowało. Pomyślałem sobie, że może nie jestem taki beznadziejny, skoro ktoś widzi we mnie takie możliwości. Po tym, jak go poznałem, zupełnie się uspokoiłem. Przestałem nawet tak bardzo przejmować się swoim nieudanym małżeństwem. Rinke ciągle mówił: „Chłopie, myśl trochę o sobie, przecież ty masz przed sobą całe życie. Jeszcze wszystko możesz zmienić”. I to mnie nastawiło pozytywnie do wszystkiego. Postanowiłem, że będę walczył o warunkowe zwolnienie. Może teraz się uda. Jeśli mnie wypuszczą, to dzięki niemu.

Adam
zamknięty oddział dla mężczyzn

Rinke to jest gość. Po prostu gość. Chciałbym, żeby o nim kiedyś powstał film albo nawet cała książka, bo to jest naprawdę wspaniały człowiek. Można z nim pogadać. On zna życie. Nie pieprzy bzdur, jak tu niektórzy z tych gadów, funkcjonariuszy, tylko normalnie gada się z nim, jak z człowiekiem. On mi najwięcej pomógł ze wszystkich. Kiedyś to on się na mnie naprawdę wkurzył, jak z tymi narkotykami tak wyszło, ale ja mu wtedy mówię: „Przecież sam wiesz, jak jest. Zmienię się, naprawdę się zmienię”. Bałem się, że już nie będzie chciał ze mną gadać, a jak on przychodził do mnie, to ja później zawsze spokojniejszy byłem, bo sobie myślałem: on dał sobie radę z alkoholem, to i ty, Adam, sobie poradzisz. I jeszcze zgodził się, żeby Magdę mi tu przywieźć i dzieciakom potem ubrania pokupował. Nie wiadomo, jak to z tą Magdą będzie, bo z babami to nigdy nie wiadomo, ale Rinke wie, że ją kocham i dlatego mi pomógł. Jedno mogę powiedzieć na pewno: to już zawsze będzie mój przyjaciel. On jest dla mnie najważniejszy, bo on mnie rozumie. Nie muszę mu głupot ściemniać. On wie, jak jest i już.


"Rinke za kratami", Wydawnictwo Zwierciadło, 2015
Trwa ładowanie komentarzy...