"Rinke za kratami" Dzień 12

Na spacerniaku
Na spacerniaku "Rinke za kratami" materiały promocyjne
Adam wcale nie ukrywał, że kiedy widzi pełną butelkę, po prostu po nią sięga. Nie potrafi samemu sobie przetłumaczyć, że to trucizna. Nie pomaga nawet diagnoza lekarzy. Na jego szafce leżało kilka opakowań tabletek. Okazało się, że Adam ma chorą wątrobę.

- Powiedzieli mi, że jak będę dalej pił, to po prostu umrę. Ale to chyba też na mnie nie działa. Nie przeraża mnie to.
- Myślałeś kiedyś o samobójstwie?
- Nie myślałem. Ale kiedyś coś mi odbiło. Napiłem się i chciałem się zabić. Tak się stało, że matka ściągała mnie ze sznura. Wszystko sobie przygotowałem i myślę, że gdyby matka się nie obudziła i nie zajrzała do mojego pokoju, już by mnie dawno nie było.
- Adam, jak ci można pomóc? Sam nie wiem. W tobie żyje dwóch Adamów. Jeden agresywny i silny, a drugi mały, pokurczony, proszący, żeby tamten drugi nie pił. Wiadomo, że on zawsze przegrywa. Co zrobić, żeby stało się inaczej?


Adam nie potrafił odpowiedzieć. Wiedziałem, że sam nie ma pojęcia, jak sobie to życie urządzić.
- Nie myślisz, że byłoby lepiej, żeby tacy jak ty najpierw szli na terapię, a dopiero później zaczynali odsiadywać karę?
- Myślę, że to nie przejdzie. Nikt nie będzie chciał tyle siedzieć.
- Ale sam widzisz, że te lata więzienia w twoim przypadku nic nie dały. To po co ci to więzienie, skoro ty sam nic nie chcesz zmienić?
- No pewnie, że to bez sensu. Dlatego po naszej rozmowie podjąłem decyzję. Pójdę do Monaru. Ostatni raz o siebie zawalczę. Może się uda.

Zbliżała się osiemnasta. Apel na koniec dnia. Musiałem już wyjść. Żałowałem. Wbrew temu, co Adam mówił, ciągle wierzyłem, że jest do niego jakiś klucz, że można w jakiś sposób przekonać go do zmiany sposobu myślenia. W tej rozmowie było kilka momentów, podczas których czułem, że Adam się otwiera, że chce powiedzieć mi coś więcej. Tylko że za chwilę znowu chował się w swoją skorupę, wycofywał się.

- Kiedy wyjdziesz, odwiedzisz swojego wujka?
Przytaknął. Brat jego mamy był jedyną życzliwą mu osobą. Kiedy Adam, jako młody chłopak, był wyrzucany z jednego domu poprawczego, on załatwiał mu miejsce w kolejnym. I tak w kółko. Kiedy był na wolności, wujek zapraszał go, żeby wspólnie wybrali się na ryby lub na spacer. Czasami udawało mu się załatwiać nawet jakieś dorywcze prace, które Adam mógł wykonywać mimo swoich wcześniejszych wyroków.

- Kiedy pobiłem tego chłopaka, za którego teraz siedzę, wujek zadzwonił do mnie i powiedział: „Szkoda, że nie poszedłeś ze mną połowić. Może nie siedziałbyś znowu”.
- Widzisz, Adam, może więc nie jest wcale tak, że jesteś zupełnie sam.
- Jestem, ale ostatnio przyszła do mnie wychowawczyni i zapytała, czy ze mną wszystko jest dobrze, czy przypadkiem nie jestem chory. Bo zupełnie się zmieniłem. Uspokoiłem się. Nie wojuję już tak jak kiedyś. Nie dostaję nagan ani upomnień. Sam nie wiem, jak to się stało. Może naprawdę zmądrzałem i robię się spokojniejszy?
- Adam, to może nie wszystko stracone?
- Może – odpowiedział.

Przyszedł po mnie oddziałowy. Musiałem się pożegnać. Wychodząc z celi Adama, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że jest on chyba najbardziej samotnym facetem, jakiego dotąd spotkałem w Krzywańcu.

"Rinke za kratami", Wydawnictwo Zwierciadło, 2015
ZOBACZ TAKŻE:
Skomentuj