O autorze
„Rinke za kratami” to książka oraz serial dokumentalny, w których Rinke Rooyens odkrywa życie codzienne w Zakładzie Karnym w Krzywańcu, niedaleko Zielonej Góry. Producent i reżyser największych telewizyjnych hitów rozrywkowych („Taniec z gwiazdami”, „Voice of Poland”, „Świat się kręci”, „Jak oni śpiewają”, „Kocham Cię, Polsko!”, „Top Model”) przez miesiąc śledził z kamerą pracę funkcjonariuszy oraz towarzyszył osadzonym, którzy podzielili się z nim swoimi historiami, rozterkami, emocjami. To debiut Rinke Rooyensa w projekcie o tematyce społecznej, a także pierwszy program, w którym wcielił się w rolę prowadzącego. Premiera książki oraz serialu dokumentalnego odbędzie się już 9 września.

"Rinke za kratami" - Dzień szósty

Grzegorz C.
Grzegorz C. "Rinke za kratami" fot. Rochstar
Adam zakochany w Magdzie i ten z tatuażami na twarzy mieli ze sobą wiele wspólnego. Obu brakowało jakiegokolwiek pomysłu na własne życie.



Kiedy jednego z nich zapytałem, czy przez tyle lat naprawdę nie był w stanie zastanowić się, jak to swoje życie ułożyć, odpowiedział: „Kiedy? Przecież ciągle siedzę”. Nie miałem pojęcia, jak można pomóc takim ludziom. Było jasne, że w ich przypadku system penitencjarny zawodził i to na całej linii. Przez kilka lub kilkanaście lat obaj żyli na koszt podatników, dostawali jedzenie, dach nad głową, czystą pościel, telewizory, komputery i – tak jak powiedział mi kilka dni temu Paweł, kolega Adama z poprzedniej celi – czas ich życia stawał w miejscu. Dla nich więzienie nie było okazją do gruntownej przemiany, nowego podejścia do rzeczywistości. Te lata za kratami traktowali raczej jak pewną niedogodność, która niebawem minie i znowu będzie można spotkać kumpli, wyspać się we własnym łóżku i co najważniejsze, napić się w końcu porządnie.

Tego dnia miałem jeszcze jedno spotkanie. Umówiłem się ze Słowikiem. Nie bardzo miałem ochotę na tę rozmowę. Myślałem tylko o tym, jak to możliwe, że więźniowie w Polsce są pozostawieni sami sobie, że nikt z nimi nie pracuje. Oczywiście, przyczyna była widoczna gołym okiem. W Krzywańcu pracowało 270 funkcjonariuszy. Skazanych było 788. Rozmawiałem już z dyrektorem o tym, że wychowawca pracujący na oddziale powinien mieć pod opieką 40 skazanych. Tak naprawdę ma ich znacznie więcej. Sytuacja z psychologami była jeszcze bardziej niedorzeczna. Na jednego więziennego psychologa przypada 150 więźniów. Czyli każdy z nich z psychologiem może spędzić godzinę miesięcznie. Tymczasem wielu skazanych było nadpobudliwych i miało napady agresji. Potrzebowali psychologa właściwie codziennie.

(…)

To było błędne koło. Nie wiedziałem, jakie można znaleźć wyjście z tej patowej sytuacji. Na razie jednak stałem pod celą solisty z zespołu Sektor H. Kiedy oddziałowy otworzył drzwi, Słowik wstał z krzesełka.
– No, wreszcie jesteś – usłyszałem.
– Słuchaj, miałem dziś tak trudne rozmowy… Naprawdę. Do tej pory nie mogę zebrać myśli. Staram się podczas tych spotkań z wami też dawać coś z siebie. Wchodzę w te rozmowy głęboko, a to okazuje się bardzo wyczerpujące.
– Doskonale cię rozumiem. Zrobię kawę.
Kiedy Słowik się krzątał, zobaczyłem na jego łóżku małego misia.
– To twój?
– Tak, to Niucek. Dostałem go kiedyś od syna i wożę ze sobą wszędzie. Był już ze mną w Niemczech, a teraz jest w więzieniu.
Słowik pisał większość tekstów dla zespołu Sektor H. Grał też na gitarze basowej, a Kapsel opowiadał mi, że dobrze radzi sobie też z perkusją. Teraz opowiadał mi, że nauczył się grać na gitarze jeszcze na wolności. Jego wielkim mistrzem był Rysiek Riedel z Dżemu. Znał wszystkie jego piosenki.

– Zawsze chciałem pisać tak jak on, z wnętrza, z dna duszy, żeby było czuć wszystkie flaki.
W więzieniu czasami grywał małe recitale. A później dołączyli do niego kumple i powstał zespół. Oprócz muzyki Słowik miał jeszcze jedną pasję – literaturę.
– To z książek najwięcej dowiedziałem się o życiu – przyznał. I opowiadał, że już jako mały chłopiec nie potrafił zasnąć bez czytania. Kiedy książka okazywała się ciekawa, spanie schodziło na dalszy plan.

"Rinke za kratami", Wydawnictwo Zwierciadło, 2015
Trwa ładowanie komentarzy...